piątek, 6 lutego 2015

Uliczny sprzedawca ryb


(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch)


Boka table


(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch) 
(fot. J. Koch)


środa, 4 lutego 2015

wtorek, 3 lutego 2015

Myśląc o Holandii

Walizka się objawiła. Akty strzeliste pomogły? Nie dowiem się.
Ale kto utrudniał? Tutaj czysta spekulacja, choć mam pewne podejrzenia.

Podobno odpadła wywieszka. Taka, z którą po każdym przylocie do celu każdy z nas walczy, aby ją zerwać i w końcu sięga po nożyczki, scyzoryk, a w akcie desperacji zęby, aby się jej pozbyć z rączki bagażu. Trudny do zdjęcia klejący się przedmiot.

Moja wywieszka odpadła już w podróży. Gdzieś po drodze z Berlina do Amsterdamu KLM-em. Albo już w Amsterdamie. Holenderscy bagażowi mieliby ze złością większą od złości bagażowych z innych krajów rzucać walizkami? Że co, że destynacją były Antyle, które kojarzą się z urlopem? Nowe wcielenie enerdowskich celników przeszukujących w latach 80. mój bagaż, robiących kipisz w walizce? A może to celowe działanie? Chęć zaboru mienia? Strach myśleć o Holandii...

A tak mi się znów spodobała, zachwyciła! Kiedy samolot schodził do lądowania, ujrzałem ją zimową. Długa grobla, odcinająca czarne płaszczyzny wody o różnych kolorach, turbiny wiatrowe w morzu, prostokąty ośnieżonych pól i pobielonych pastwisk. Wszystko poprzecinane rowami i kanałami wypełnionymi atramentowo i po brzegi. Czasem regularne figury geometryczne burzyła grupa drzew z małym stawem lub owalnym jeziorkiem, czasem zabudowania gospodarcze rozbijały harmonię prostych linii, które niczym echo powtarzały proste ulice miasteczek.

Pięknie, pomyślałem. I o wierszu Hendrika Marsmana pomyślałem. I że na Antylach wszystko będzie inne. Też piękne, choć totalnie nieuporządkowane. Począwszy od krnąbrnej linii brzegowej, humorzastych nierównych dróg przez poskręcane od pasatu drzewa aż po czas, także mniej foremny niż w Europie.

(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch)
Z marzeń o Antylach i wspomnień o Holandii wyrwało mnie rzeczowe: "Cabin crew prepare for landing!"
Ale w uszach brzmiał mi własny przekład Herinnering aan Holland, który niedawno poprawiałem.

(Hendrik Marsman, 1899-1940)

H. Marsman 

Wspomnienie Holandii

Gdy o Holandii myślę,
widzę rzeki szerokie
jak niziną bezkresną
zdążają niespiesznie,
szpalery topól smukłych
niewyobrażalnie
za widnokrąg wetkniętych 
jakby pióra strojne;
i rozsiane po kraju
chłopskie chaty wśród pól,
zatopione bez reszty
w przestworzu bezkresnym,
kępy drzew i przysiółki,
ogłowione wieże,
kościoły, wiązy, wszystko
w prześwietnym przymierzu.
niebo nisko zawisło,
a słońce pomału
wielobarwnie się dławi
śród siwych oparów,
to tu w każdym zakątku
po katastrof wieku
słucha się wody głosu
ze strachu, z respektu.

tłum. Jerzy Koch


niedziela, 1 lutego 2015

Domino


(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)
(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)

(fot. J. Koch)


Akt strzelisty

Czekam i czekam. Nic. Jeszcze jakieś trzy walizki bezpańsko kręcą się na taśmie. Nie moje. Zgłaszając zaginięcie bagażu  nie wierzę, że właśnie teraz, właśnie mi... Zawsze mi się udawało. Wprawdzie kiedyś w Polsce mój bagaż przyszedł dzień później, ale byłem u siebie w domu, miałem wszystko. A tutaj? Stoję tak, jak wyszedłem z polskiego stycznia. Jeszcze plecak z komputerem, jakieś czytadła, prace, które nie udzieliły mi dyspensy na wyjazd. I aparat fotograficzny. Bez ładowarki. Akt strzelisty odmawiam...

(fot. J. Koch)
Zgłoszenie przyjęto. Damy znać. Jak tylko. Standardowe formułki. Już ja was znam, piraci – myślę sobie. Ale nie pod adresem pracownika za kontuarem, tylko tak w ogólności. Pobieram pieniądze z ATM, aby mieć na taksówkę. No i po chwili przychodzi sms z mojego banku, że mi zablokowano kartę, żeby mnie chronić. Mnie i moje środki. Jasna cholera! Nie tylko, że przewoźnik się mną już ‘zaopiekował’, to teraz jeszcze bank mnie będzie ‘chronić’!? Znów przyjdzie mi odmówić akt strzelisty...

Młody taksiarz pyta, gdzie mój bagaż. W odpowiedzi macham ręką. Gestem nieokreślonym. Gdzieś w powietrze, gdzieś w powietrzu. Daję mu kartkę z opisem drogi w papiamentu, choć słyszę, że dobrze mówi po niderlandzku. Jadąc rozmawiamy. Kiedy mijamy groty Hato, wspominam, że zwiedzałem je w ubiegłym roku. On jest zainteresowany, czy mi się podobało. I to nie jest zwykła uprzejmość. Rozmowa zaczyna się kleić. Schodzi na historię i architekturę. Mówię, że oglądałem film o powstaniu niewolników na Curaçao Tula. The Revolt. On zna datę powstania. Rozgaduje się. Zastanawia mnie ten patriotyzm wyspiarzy. Na każdej wyspie trochę inny. Wszędzie bez megalomanii. Delikatnie, pośrednio wyrażany.

Skręcamy w lewo, w prawo. I tak co jakiś czas. Mam wrażenie, że kluczymy. W końcu wyjeżdżamy na większą czteropasmową ulicę. Chyba tu już byłem. Ale może się mylę? Nocą wszystko do siebie podobne. Praktycznie ani razu nie wyjeżdżamy poza teren zabudowany. Tak wygląda wschodnia część wyspy niedaleko stolicy, portu, przemysłu. Taksiarz kilkakrotnie czyta opis trasy. W sumie to pięć, sześć zdań. Nie ma co studiować. Ale nie, kartkę rozpostarł na kierownicy, zapalił lampkę, jadąc co rusz zerka na tekst. Pasy po stronie pasażera, po mojej stronie, niezapięte. Po prostu: nie zapinają się. Akt strzelisty odmówiłem już na początku trasy. Ale on jedzie raczej spokojnie.

Wreszcie jest – Sint Joris 92. No, jak nie, jak tak. Świętego Jerzego. Jestem na miejscu. 

(fot. J. Koch)


Trasa pomnikowa

Po Oranjestad spacerowałem dwukrotnie trasą pomnikową. Tak ją sobie nazwałem. W przestrzeń miasta wpisano szereg pomników - niekiedy miałe...